Tyle lat razem
Wywiad z Kazimierzem prowadzi Regina Ziarko-Podlaska.
R: Kazimierzu, przybliża się jubileusz trzydziestolecia SRK DP. Chciałabym z Tobą o tym porozmawiać, bo przecież to, także trzydzieści lat Twojej pracy dla innych, trzydzieści lat trwania we wspólnocie, wzmacniania rodzin, Kościoła i Ojczyzny.
K. Bardzo chętnie. Kiedy myślę o SRK zawsze wracam pamięcią do słów, z „Ballady ewangelicznej: „Szukać szczęścia, szukać celu w życiu chciałem, gdy na drodze mej stanąłeś Panie mój…”
R. Sugerujesz, że to Pan Bóg wytyczył Ci drogę do rodzin? Że On jest Architektem Twojego życia? Kiedy to sobie uświadomiłeś?
K. Moja rodzina zawsze była katolicka. Do dzisiaj wzruszają mnie chwile, gdy razem z mamą i tatą klękaliśmy do wieczornego pacierza. Pamiętam jeszcze babcię Ludwikę, która mi mówiła dużo o Panu Bogu. Duży wpływ na mnie miał także mój kierownik szkoły – p. Zenon Straszyński, oficer spod Monte Casino, który w tamtych trudnych czasach wpajał nam miłość do Ojczyzny. Od samego początku byłem więc, blisko Boga. On wytyczał moją drogę.
R. Rozumiem, ale dlaczego poprowadził Cię aż do Płocka? Czyżby ziemia piotrkowska była dla Ciebie za mała?
K. Mazowsze otwierało w tamtym czasie przed młodymi perspektywę lepszego życia i pewnej pracy. Powstawała Petrochemia, potrzebna była załoga, więc przedstawiciele budującego się zakładu składali wiele, ciekawych propozycji. Skorzystałem z nich. Zresztą nie tylko ja. Z Piotrkowa Trybunalskiego, po ukończeniu Studium Automatyki przyjechało nas wtedy 14 osób. To jednak nie zmienia faktu, że Pan Bóg zawsze kieruje naszym życiem i prowadzi po swoich drogach.
R. Zyskałeś Ty, zyskał Także Płock. Dzięki Tobie powstało w Płocku SRK DP, którego byłeś pierwszym prezesem. Jak patrzysz na to wydarzenie z perspektywy 30 lat?
To była świadoma decyzja? Impuls? Przypadek?
K. Decyzja o pracy na rzecz rodzin, nie wyszła ode mnie. To był raczej impuls zewnętrzny. Otrzymaliśmy go razem z małżonką pół roku po ślubie, dokładnie 30 grudnia 1979 roku. Tego dnia w czasie długiej małżeńskiej rozmowy zastanawialiśmy się, w jaki sposób młodzi małżonkowie mogą wesprzeć ukochanego Ojca Świętego – Jana Pawła II. I wtedy stała się rzecz przedziwna. Nagle otrzymaliśmy jakiś wewnętrzny imperatyw, by włączyć telewizor. Nigdy wcześniej nie zastępowaliśmy naszych małżeńskich dyskusji oglądaniem telewizji. Tym razem włączyliśmy telewizor. Zrobiliśmy to w chwili, gdy Papież – Polak prosił swoich rodaków, by pracowali dla rodzin. Pomyśleliśmy, że to nie jest zadanie dla nas.
Żona – inżynier, ja – automatyk. Co mielibyśmy robić? Ale papieskie słowo nie dawało nam spokoju. Każdego dnia coraz głębiej wchodziło w nasze rodzinne życie. Wykiełkowało decyzją o podjęciu studiów rodzinnych. To była nasza odpowiedź na prośbę Ojca Świętego: „ Pracujcie dla rodzin”.
Dziesięć lat później, w 1989 r., w okresie ustrojowych przemian, poczuliśmy się gotowi założyć Stowarzyszenie Rodzin Katolickich – pierwszą w Polsce organizację rodzinną.
Jej formalnym początkiem była rejestracja w Sądzie Wojewódzkim w dniu 14 grudnia 1989 r., potem było pierwsze Walne Zebranie. Odbyło się 28 kwietnia 1990 r. i wyłoniło Zarząd Główny w składzie: Jerzy Cichocki – wiceprezes ds. organizacyjnych, Lech Księżakowski – wiceprezes ds. programowych, Weronika Balcerska – sekretarz, Konrad Dobrosielski – skarbnik, Ewa Hlebowicz – rzecznik informacji. Poza tym do Zarządu weszli dr Teresa Błońska, dr Ewa Ślesicka, dr Anna Pazyrska oraz Mieczysław Gruk i Ryszard Goszczyński. Mnie wybrano prezesem SRK DP. Z biegiem lat coraz bardziej doceniam fakt współpracy z zespołem tak kompetentnych osób. Każdy wiedział co ma robić, a Stowarzyszenie rozwijało się i było przykładem dla innych diecezji. One chciały podążać naszym śladem, a my nie szczędziliśmy wysiłku i czasu, by wesprzeć ich wysiłki w tym zakresie.
Płockie Stowarzyszenie trafiło na podatny grunt. W tworzeniu struktur organizacyjnych wspierały nas inne wspólnoty kościelne, m.in. Sekcja Rodzin Klubu Inteligencji Katolickiej w Płocku, Oaza Rodzin oraz Poradnictwa Rodzinne. Mieliśmy też ogromną pomoc od ówczesnego Duszpasterza Rodzin ks. Marka Smogorzewskiego i Krajowego Duszpasterza Rodzin ks. Kazimierza Kurka.
Autorytetem moralnym i naukowym był dla nas ks. prof. Wojciech Góralski, który po wyjeździe ks. Marka do USA został naszym asystentem. W ogóle mieliśmy szczęście do życzliwych i otwartych kapłanów. Wspomnę choćby ks. Janusza Cegłowskiego oraz Ks. Krzysztofa Kujawę – kolejnego asystenta płockiego oddziału SRK. Ks. Krzysztof uruchomił na młodym osiedlu Podolszyce-Południe poradnię rodzinną z prawdziwego zdarzenia. Zawsze uczestniczył w naszych zebraniach. Wyjeżdżał z nami na tamę k. Włocławka, gdzie odebrano życie ks. Jerzemu Popiełuszce, dziś już błogosławionemu oraz do toruńskiego Radia Maryja. Tam, na ogólnopolskiej antenie, poprowadziliśmy kilka audycji radiowych. Był to fantastyczny czas naszego posługiwania polskim rodzinom i antenowy czas ewangelizacji.
10 października 1999 r. naszym nowym asystentem został ks. dr Daniel Kwiatkowski. Pełnił on wówczas także funkcję diecezjalnego duszpasterza rodzin. Dzięki połączeniu obu funkcji zdecydowanie zwiększył naszą obecność w terenie. To z kolei zwielokrotniło i zacieśniło relacje interpersonalne naszych członków.
R. Kto wymyślił nazwę SRK? Ty czy małżonka? Jakie były Wasze priorytety, cele, zadania?
K. Działaliśmy razem, chociaż przyznam, że ciężar organizacyjny wziąłem na siebie. Żona wspierała mnie duchowo. Nie ograniczała mojej inwencji. Sama przebywała wówczas na urlopie wychowawczym i większość czasu poświęcała dwójce naszych dzieci. Ja rozpocząłem budowanie wspólnoty od balu w Młodzieżowym Domu Kultury, na który zaprosiliśmy środowiska rodzinne z Płocka i okolic. Imponująca frekwencja zachęciła nas do podjęcia kolejnej inicjatywy – zwołania zebrania założycielskiego w siedzibie ówczesnego Ordynariusza – ks. Biskupa Zygmunta Kamińskiego. Wspominałem już o tym. W gronie przedstawicieli wszystkich dekanatów z naszej diecezji wybraliśmy tymczasowy Zarząd i Komisję Statutową. Ustaliliśmy także cztery główne cele naszej aktywności: pogłębianie formacji religijnej oraz kultury życia małżeńskiego, ochronę życia od poczęcia, pracę wychowawczą z młodzieżą oraz podejmowanie wszelkich inicjatyw politycznych i gospodarczych mających na celu pomoc rodzinie.
Priorytetem było utworzenie poradni rodzinnej w kierowanym najpierw przez Stefana Swata a potem przez Czesława Sikorskiego Ośrodku Szkoleniowo-Wychowawczym przy ulicy Bielskiej. Jej zadaniem było przygotowanie kandydatów do Sakramentu Małżeństwa. Od początku była chętnie odwiedzana przez narzeczonych. W krótkim czasie podobne poradnie powstały w innych miejscach diecezji płockiej, głównie tam, gdzie mieściły się zarządy rejonowe SRKDP. Środki na wyposażenie tych poradni pozyskiwaliśmy z Ministerstwa Pracy i Polityki Socjalnej.
Udało się nam także z inicjatywy i pod kierunkiem wiceprezesa Lecha Księżakowskiego założyć pierwszą w województwie Szkołę Rodzenia. Jej działalność osobiście wspierał wybitny lekarz ginekolog – położnik – dr Włodzimierz Fijałkowski z Łodzi, którego zapraszalismy na konferencje i prelekcje a także nasi płoccy lekarze: p. Mieczysław Bąkowski czy p. ordynator Ryszard Pawiński. Przedłużeniem Szkoły Rodzenia była „Szkoła Rodzicielstwa”. Powołalismy ją do istnieja 9 stycznia 1997 r. i uczyniliśmy platformą wymiany poglądów związanych z wychowaniem dzieci oraz miejscem spotkań małżonków i rodziców. Nieodłącznym elementem funkcjonowania „Szkoły Rodzicielstwa” były prelekcje Ks. profesorów z WSD i niezapomniane wieczory poezji, podczas których przeżywaliśmy piękne chwile wzruszeń: wracaliśmy do czasów młodości, pierwszych uniesień, fascynacji sobą i podejmowalismy refleksję nad słowami przysięgi małżeńskiej. W dużej mierze była to Twoja zasługa. Pełniłaś przecież wtedy funkcję wiceprezesa d.s programowych. Sale naszych spotkań były wtedy wypełnione po brzegi.
R. Dziękuję, że przypomniałeś osoby, które gromadziły ludzi wokół SRK. Wiem jednak, że były też inne sposoby pozyskiwania nowych małżeństw. Zdradzisz jakie?
K. Myślę, że wiele małżeństw znajdowało w naszych szeregach to, za czym tęsknili w tamtej epoce: swobodną wymianę myśli, duchowy i intelektualny rozwój, radość współpracy, bliskość z Bogiem i człowiekiem. Nie przeszkadzał nam wtedy ani mały metraż pomieszczeń, ani strome schody na ulicy Wieczorka ( dziś Kazimierza Wielkiego), ani obowiązki rodzinne.
Koła parafialne, których w najlepszym okresie było 123 rosły jak grzyby po deszczu. Przyjęliśmy zasadę, że spotkania odbywają się raz w miesiącu według ustalonego porządku: część formacyjna, informacyjna i organizacyjna.
Każdego roku w czasie Wielkiego Postu przeżywaliśmy nasze wewnętrzne rekolekcje, u stóp Jezusa Miłosiernego – na Starówce i w Białej. W okolicy Świąt Bożego Narodzenia spotykaliśmy się na opłatku. Nigdy nie zabrakło pośród nas Ks. bpa Zygmunta Kamińskiego. Systematycznie przychodzili: przewodniczący Rady Miasta, Prezydent Miasta Płocka i inni dostojni goście z różnych opcji politycznych. Nie szukaliśmy różnic. Łączyła nas troska o rodzinę. Oprawę naszych spotkań przygotowywała często młodzież płockich szkół. Chętnych do współpracy z nami nie brakowało.
Pięknie obchodziliśmy zawsze uroczystość Św. Rodziny Było wiele konferencji i spotkań, na które ze swoimi referatami przychodzili ks. prof. Ireneusz Mroczkowski, ks. prof. Henryk Seweryniak oraz asystenci parafialni SRK.
Sylwestrowy i karnawałowy czas wypełnialiśmy balami, podczas których do tańca grał Stowarzyszeniowy zespół muzyczny o nazwie „Melton”, a wodzirejem był p. Mirosław Kańtor . Chętnie przyjeżdżał do nas z dalekich Tych, bo urzekła go atmosfera naszych spotkań. Na balu w Domu Polonii w Pułtusku bawił się razem z nami znakomity aktor – Mariusz Dmochowski.
Bale odbywały się nie tylko w Płocku, także w Ciechanowie, Rypinie, Gostyninie i Gąbinie. Często miały charakter charytatywny.
Fantastyczne były także festyny rodzinne i sportowe. Najbardziej udanym i największym, liczącym ponad 1000 uczestników, był festyn rodzinny w Łącku. Do dziś wspominamy go z wielkim sentymentem.
Przywołam też Tygodnie Rodziny, Kultury Chrześcijańskiej, Dzień Matki, rocznicowe ogniska nad Wisłą, nad jeziorami, u państwa Mierzejewskich i Paprockich. Było nam naprawdę dobrze ze sobą. Chcieliśmy i potrafiliśmy być razem.
Przez cały czas pamiętaliśmy o Naszym Ojcu Świętym. Wspieraliśmy Go nie tylko modlitwą. Czesław Sikorski i Regina Ziarko-Podlaska przystąpili do organizacji konkursów wiedzy o Papieżu i rodzinie. Wzięło w nich udział wielu młodych ludzi. Aleksander Pluszcz przygotował imponującą wystawę o Papieżu – Polaku, a w zamyśleniach nad nauczaniem papieskim w Sanktuarium Bożego Miłosierdzia oprócz nas uczestniczyło liczne grono czcicieli Jezusa Miłosiernego. Ciekawym pomysłem Czesława Sikorskiego był cykl spotkań z filmami prezentującymi treści rodzinne i katolickie oraz pielgrzymki i wycieczki aranżowane przez Krysię Mielczarek. Najważniejsza z nich – wrześniowa pielgrzymka rodzin na Jasną Górę – jest kontynuowana po dzień dzisiejszy.
Było nas dużo i byliśmy w wielu miejscach. Konkretne zadania podejmowały osoby, które w centrum formacyjnym w Sikorzu w ramach kursów dla liderów doskonaliły swoje umiejętności w różnych dziedzinach.
W tamtym czasie nie narzekaliśmy na środki finansowe. Uzyskiwaliśmy je ze składek członkowskich, wypożyczając mercedesa, drukując druki dla PKO, Wempe oraz prowadząc Studium Menedżerskie. Comiesięczne międzyparafialne spotkania pokrywaliśmy z własnych funduszy. To był nasz osobisty wkład w budowanie wspólnot rodzinnych i parafialnych.
R. Myślałam, że zaczniesz od pierwszego oddechu SRK i przejdziesz do raczkowania, a Ty zarzuciłeś mnie mnóstwem fantastycznych wydarzeń.
K. W Stowarzyszeniu nie było czasu na powolne raczkowanie. Ono miało w sobie ogromną siłę od samego początku. Wybuchło jak wulkan i bardzo długo płonęło entuzjazmem. Wszyscy czuliśmy, że to jest nasz czas, wspaniałe dzieło, wielka sprawa, szansa dla rodzin. Kroczyliśmy więc zdecydowanie. Pokonywaliśmy wszelkie bariery.
Bardzo szybko znaleźlismy swoje miejsce w Radzie Miasta (Kazimierz Cieślik, Lech Księżakowski, Anna Kozera, Stanisław Stasiak). Podjęliśmy akcję ograniczenia liczby sklepów monopolowych i zaznaczylismy swoją obecność, gdy Sejm obradował w sprawie obrony życia. Byliśmy członkami i obserwatorami Sejmowej Komisji ds. Rodziny oraz członkami Zespołu ds. Opracowania Polityki Prorodzinnej Panstwa. Mieliśmy dużo wywiadów w prasie lokalnej. Występowalismy w telewizji i w radiu. Przez jakiś czas w Katolickim Radiu Płock prowadziliśmy własną audycję z udziałem radiosłuchaczy.
R. Chciałoby się powiedzieć: Bóg utorował drogę, Ksiądz Biskup dał zielone światło,
a świeccy z radością włączyli się w realizację postawionych przed SRK zadań.
K. O tak. Postawiliśmy na serce i intelekt. Było to możliwe, ponieważ mieliśmy w swoich szeregach wybitne jednostki. Wielu już, niestety, jest po drugiej stronie życia. Niektórzy wyjechali, odnaleźli inną płaszczyznę aktywności. W tamtym czasie byliśmy razem, działaliśmy zgodnie, z głowami pełnymi dobrych pomysłów. Mieliśmy odwagę podjąć także działalność naukową, wydawniczą i kolportażową.
W miarę regularnie wydawaliśmy miesięcznik „Humanae Vitae” którego przez jakiś czas redaktorem naczelnym była moja żona – Grażyna Cieślik. Mieliśmy nasze wewnętrzne pismo – „Komunikaty”, taki informacyjny i organizacyjny biuletyn. Dzięki nim przepływ informacji następował szybko, co bez wątpienia pomagało w skutecznej realizacji zadań.
Aby zoptymalizować rozwój duchowy, opracowaliśmy i wydaliśmy poradnik dla narzeczonych oraz śpiewnik rodzinny zawierający 156 pieśni i piosenek – religijnych, rodzinnych i wojskowych. Służy nam do dziś jako niezbędnik podczas wycieczek i pielgrzymek.
R. Już wiem, jak SRK pracuje, bawi się i pielgrzymuje. Wiem też o Twoich zdolnościach twórczych. Pochwalisz się? Opowiedz, jak powstawał hymn SRK?
K. Ustaliliśmy, że Hymnem SRK będzie pieśń „Błękitne rozwińmy sztandary” a Patronem Święta Rodzina. W konkursie wyłoniliśmy znaczek SRK , a w toku dyskusji ustaliliśmy, że flagi nasze będą żółto-niebieskie.. Pomyślałem, że warto opracować legitymację członkowską. Podjąłem się tego zadania osobiście. W trakcie projektowania legitymacji przyszedł mi do głowy pomysł, by do tekstu „Błękitne rozwińmy sztandary” dodać zwrotki, w których będzie zawarty nasz statut. Poświęciłem temu pół nocy. Udało się. Tekst został zaakceptowany i jest śpiewany do dzisiaj. Podczas każdego zebrania SRK przypomina nam o naszej ufności wobec Boga, o pokorze, dawaniu świadectwa, wierności małżeńskiej przysiędze, ochronie życia i pomocy potrzebującym. Wierzę, że ta śpiewna deklaracja chroni naszą tożsamość.
R. Skoro wspomniałeś o tożsamości SRK, to powiedz też kilka słów o sztandarze.
Prymas Kardynał Stefan Wyszyński mówił, że „ Sztandar to symbol, świętość.”
Wiem, że łączy, identyfikuje, zobowiązuje. Ala dla SRK jest ważny z jeszcze z innego powodu.
K. Bo pobłogosławił go osobiście Jan Paweł II, kiedy 7 czerwca 1991r., podczas swojej pielgrzymki do Polski odwiedził także Płock. Miałem wówczas zaszczyt być na lotnisku i jako prezes SRK DP zostałem przedstawiony Papieżowi przez Ks. Bpa Zygmunta Kamińskiego. Jan Paweł II nie tylko pobłogosławił nasz sztandar, ale podczas Eucharystii na Placu Celebry zwrócił się bezpośrednio do członków SRK słowami: „A teraz, przechodząc niejako na własne podwórko, zwracam się do Stowarzyszenia Rodzin Katolickich Diecezji Płockiej, które przyjęło jako swoje milenijne hasło Kościoła w Polsce: „Rodzina Bogiem silna”. Swoją działalnością pragniecie pomóc rodzinie zachować ten kształt, ten wymiar, jaki nadał jej Bóg-Stwórca i Odkupiciel przez pogłębienie kultury chrześcijańskiej w małżeństwie i rodzinie, przez chronienie życia oraz niesienie rodzinom wszechstronnej pomocy. Niech wam Bóg błogosławi.”
Niejako przedłużeniem Papieskiego błogosławieństwa stało się uhonorowanie przez Ks. Biskupa Kamińskiego naszego Stowarzyszenia Wielkim Orderem Świętego Zygmunta. Miało ono miejsce w roku 1994 – w piątą rocznicę powstania naszej wspólnoty.
W 1995 r. a więc rok później mnie i mojej małżonce przyznano papieski order „Pro Ecclesia et Pontifice”. Było to wielkie wyróżnienie i ogromne wzruszenie.
R. Przytoczone wyżej słowa Ojca Świętego to drogowskaz, zadanie i wyzwanie dla wszystkich oddziałów i członków SRK. Proszę, spójrz wstecz i spróbuj odpowiedzieć czy SRK pod Twoim przewodnictwem zdało egzamin z miłości do rodzin?
K. Na pewno próbowaliśmy zdać go jak najlepiej. Czy się udało? Chyba wciąż coś poprawiamy. Ja w każdym razie czuję pewien niedosyt.
Zawsze mieliśmy świadomość, że miłość to odpowiedzialność. Odpowiedzialność za całą rodzinę, nie tylko za dorosłych. Z tego powodu włączaliśmy do naszych sekcji i kół także dzieci i młodzież. W pewnym sensie odnieśliśmy mały sukces. Państwo Halina i Ireneusz Preszowie zorganizowali przy SRK fantastyczny dziecięcy zespół „Opus Dei”, który uświetniał nasze stowarzyszeniowe uroczystości i zapraszany był do wielu płockich szkół, które w tamtym czasie organizowały konkursy biblijne i spotkania związane z kolejnymi rocznicami pontyfikatu Jana Pawła II.
Powstało też Koło Młodych przy SRK. Ich animatorem był przez jakiś czas mój syn – Piotr. Przy Stanisławówce nasi członkowie – nauczyciele z Politechniki Płockiej organizowali kursy komputerowe dla dzieci i młodzieży. Inni nauczyciele zapewniali dzieciom z wielu płockich rodzin wakacyjny wypoczynek. Kolonie odbywały się głównie w ośrodku salezjańskim w Ostródzie oraz w Samułkach na Podlasiu. Kadra to przede wszystkim Weronika i Mirosław Balcerscy, Barbara I Edward Oleszkiewicz , Anna Parys, Regina Ziarko-Podlaska. Wszyscy opiekunowie pełnili swoją posługę za darmo.
W ramach działalności charytatywnej na terenie swoich parafii nauczyciele pomagali uczniom w nauce a przewodniczący kół świadczyli pomoc materialną. Prawnicy i psychologowie słuzyli pomocą prawną i medyczną w ramach funkcjonujacych poradni rodzinnych, a kapłani spieszyli z pomocą duchową.
Byliśmy otwarci na wszystkich potrzebujących, zwłaszcza na samotne matki, rodziny wielodzietne, osoby zagrożone współczesnnymi chorobami społecznymi, niewydolne wychowawczo, bezradne i skazane na wykluczenie społeczne. Prowadziliśmy świetlicę środowiskową i rozdawaliśmy ubogim otrzymaną z Cotexu odzież. Często podejmowaliśmy akcje związane ze zbiórką pieniędzy dla dzieci chorych.
Każdego roku, najczęściej pod kierunkiem Weroniki Balcerskiej przy współpracy wielu kół , organizowaliśmy w szkołach choinki integracyjne dla dzieci zdrowych i chorych. Warto podkreslić, że animatorami zabaw byli wówczas uczniowie z najstarszej polskiej szkoły średniej – LO im. St. Małachowskiego.
Wspomniana przed chwilą Weronika przez sześć lat była też dyrektorem Studium Menedżerskiego, które powstało przy SRK i uzyskało zgodę na prowadzenie dwóch kierunków nauczania – administracji i zarządzania. Studium ukończyło łącznie 120 słuchaczy. Większość z nich znalazła potem pracę w swoim zawodzie.
R. Wiem, że osobiście inicjowałeś wiele akcji, spotkań, wyjazdów. Które z nich są dla Ciebie najpiękniejszym wspomnieniem?
K. Najpiękniejszym wspomnieniem i zarazem największym osiągnięciem było powołanie czterech pierwszych w kraju inicjatyw prorodzinnych: Stowarzyszenia Rodzin Katolickich Diecezji Płockiej, Polskiej Federacji Stowarzyszeń Rodzin Katolickich, Samorządowej Komisji ds. Rodziny przy Radzie Miasta Płocka i Rady ds. Rodziny przy Wojewodzie Plockim. Dziś wydaje się to nieprawdopodobne.
Pielęgnuję w pamięci wiele krajowych i zagranicznych konferencji oraz sympozjów.
Część z nich miało charakter międzynarodowy. Najmilej wspominam konferencję, która odbywała się w dniu moich imienin w 1992 r. Przybyło na nią 13 delegacji zagranicznych. Ciekawym doświadczeniem był dla mnie także udział w zagranicznych konferencjach rodzinnych głównie we Francji, Włoszech i Niemczech. Wszędzie atmosfera była niepowtarzalna.
R. Ta z 1992r. była jednak wyjątkowa, choćby ze względu na imponującą liczbę „imieninowych” gości.
K. To prawda. Tamto spotkanie przejdzie do historii jako niezwykle owocne. Było niezwykle bogate w piękne wystąpienia, liczne przykłady prorodzinnych i prospołecznych działań na wielu płaszczyznach oraz konkretne formy współpracy z państwowymi i kościelnymi instytucjami zatroskanymi o kondycję rodzin. Towarzyszyłem niektórym uczestnikom w zwiedzaniu naszego miasta. Widziałem ich zachwyt wzgórzem Tumskim, Starówką, Sanktuarium, ale doświadczyłem też zainteresowania naszymi lokalnymi inicjatywami. Kiedy oglądam zdjęcia z tego przedsięwzięcia i wspominam przepiękne przedstawienie Wacława Milkego wciąż się wzruszam. Druh Milke wielokrotnie wzruszał nas do łez siłą przekazu, głębią patriotyzmu i umiłowaniem Płocka. Nigdy nie zapomnę programu „Skąd nasz ród przygotowanego na 5- lecie Stowarzyszenia. Przepiękny był też program z okazji 10- lecia naszej działalności. Przybyli na nie przedstawiciele Polskiej Federacji Stowarzyszeń Rodzin Katolickich ze swoim prezesem Kazimierzem Kapera, prezesi SRK z wielu diecezji Polski, a polski premier – Jerzy Buzek skierował do nas specjalne pismo z gratulacjami.
R. To Ty zainicjowałeś powstanie Polskiej Federacji Stowarzyszeń Rodzin Katolickich z siedzibą w Płocku, prawda?
K. Tak. Miało to miejsce w 1993 r. w Domu Technika podczas jednej z konferencji.
Ja zostałem wówczas wybrany Sekretarzem Generalnym Federacji a w 1997 r. objąłem funkcję wiceprezesa. Ważniejsze jest jednak to, że Polska Federacja Stowarzyszeń Rodzin Katolickich , została zarejestrowana w płockim sądzie i przez dwa lata w Płocku miała swą siedzibę. Dopiero w 1995 r. mocą uchwały Rady Prezesów jej siedzibę przeniesiono do Warszawy. W Płocku biuro Federacji prowadziła Anna Kozera. Później Ania założyła w naszym mieście Stowarzyszenie Św. Brata Alberta, któremu patronuje do dnia dzisiejszego. Na początku nasza współpraca była bardzo intensywna, później drogi nasze trochę się rozeszły, ale Ania wciąż włącza się w nasze duże programy. W ogóle nasza współpraca z miejscowymi organizacjami kościelnymi wyglądała imponująco. Wymienię tylko niektóre: wspomniane już Stowarzyszenie Św. Brata Alberta, Klub Inteligencji Katolickiej i Kościół Domowy, z którym związana jest spora grupa naszych członków, Akcja Katolicka, Civitas Christiana, Salezjański Klub Sportowy „Salos”, Studenckie Stowarzyszenie „Petroklezja”, Caritas Diecezji Płockiej i oczywiście Polska Federacja Stowarzyszeń Rodzin Katolickich. Jej przedstawiciele są zawsze obecni na naszych ważnych uroczystościach.
R. A były jakieś trudne chwile?
K. Trudnym doświadczeniem było zamieszanie związane z reaktywacją w diecezji,
w 1995 r., Akcji Katolickiej. Jej głównym zadaniem miało być jednoczenie wszystkich organizacji kościelnych. Na skutek, chcę w to wierzyć, niezrozumienia intencji, część księży, aby wywiązać się z powierzonego im zadania wybrała najprostszą drogę – przekształciła aktywne koła SRK w koła Akcji Katolickiej. W tamtym czasie nie wiedzieliśmy jak się zachować. Dziś wiem, że na skutek naszej bierności, straciliśmy wielu cennych członków. Zagospodarowała ich Akcja Katolicka.
R. Wielu jednak zostało. Mimo tamtych zawirowań SRK wciąż pozostaje żywą cząstka Kościoła. To także Twoja zasługa. Jesteś niezastąpionym organizatorem i archiwistą. Dzięki Tobie zapisaliśmy wspaniałe karty w życiu, nie tylko w kronice Stowarzyszenia.
K. Wiele dobrych rzeczy mogło się wydarzyć tylko dlatego, że tworzyliśmy zgrany zespół, byliśmy jednością, patrzyliśmy w tym samym kierunku. Sam prezes nie wystarczy. Klimat organizacji buduje cała wspólnota. To ona nadaje jej kształt, kiedy trzeba wzmacnia, promuje, czasem broni przed krytyką. Wspólnota to konkretni ludzie skupieni w kołach parafialnych, na które zawsze mogłem liczyć. Nie jestem w stanie wymienić wszystkich. Proszę jednak pozwolić mi przywołać z imienia i nazwiska moich bliskich współpracowników, którzy nadal trwają w Stowarzyszeniu i wspierają kolejnych prezesów. To liderzy prężnego Koła św. Jadwigi w Płocku – kreatywny prezes Mieczysław Sitek i jego małżonka Krysia oddana całkowicie poradnictwu rodzinnemu. To Koło św. Stanisława Kostki z małżonkami ś.p. Leonardą i Andrzejem Mejer zaangażowanymi w pracę formacyjną członków, to Ty, Reniu – autorko wielu rozważań różańcowych, dróg krzyżowych oraz scenariuszy naszych modlitewnych i poetyckich spotkań, to Ania Parys oddana bez reszty pracy z młodzieżą. To Koło św. Jana Chrzciciela z Weroniką Balcerską – wieloletnim skarbnikiem SRK, opiekunem dzieci niepełnosprawnych i dyrektorem Studium Menedżerskiego oraz małżonkami Kazimierzem i Danutą Rybą – sekretarzem SRK i pracownikiem poradni. To Koło w Trzepowie zaangażowane w prace charytatywne i posługi liturgiczne, to niezwykle koła w Ciechanowie, którego prezesem jest Ela Lizak, to Ania Lendzion z Gąbina, Krysia Mielczarek z Gostynina, ś.p. Mieczysław Gruk z Sierpca. To Basia Chlewińska, Jola Lewandowska, Czesław Sikorski, Jerzy Sznyter, Eugeniusz Malanowski, Anastazy Paprocki i wielu innych. Mógłbym jeszcze długo wymieniać naszych zwyczajnych niezwyczajnych członków, często niepowtarzalnych i niezastąpionych. Dziękuję wszystkim. Niektórzy z nich odeszli już do domu Ojca. Wspomnę tylko niektóre z tych osób: Mirosław Balcerski, Maria Bidas, Mieczysław Gruk, Lena Mejer, Janusz Olszewski, Anastazy Paprocki, Stefan Parys, Halina i Ireneusz Preszowie, Janina i Waldemar Soliwoda, Stanisław Ziółkowski, Maria Żółtowska. Wszystkich ich obejmuję serdeczną modlitewną pamięcią.
R. Powiało smutkiem jak w piosence Anny Jantar „ Nic nie może przecież wiecznie trwać”… Smutne też było Twoje odejście z funkcji prezesa SRK. Dlaczego po 11 latach prezesowania zdecydowałeś się przekazać Stowarzyszenie Stefanowi?
K. Przestałem być prezesem SRK DP 17 września 2000 r. Decyzję tę podjąłem na XII Walnym Zgromadzeniu. Jaki był powód? Życiowy. Otóż dostałem w najbliższej przyszłości propozycję objęcia funkcji Pełnomocnika Prezydenta ds. Organizacji Pozarządowych. Uznałem, że w tej sytuacji nie mogę być kojarzony z jedną, konkretną organizacją. Muszę być dostępny dla wszystkich i współpracować z każdym. Byłem przekonany, że Stefan Swat, mój dotychczasowy współpracownik i wiceprezes, będzie dobrym kontynuatorem podjętych zadań. Odchodziłem z nadzieją na dalszą współpracę, nie z poczuciem lęku o przyszłość SRK. Chyba Zarząd zrozumiał moją decyzję i właściwie odczytał intencję, bo czasem korzystał z mojego doświadczenia. W pewnym momencie przyznał mi nawet tytuł Honorowego Prezesa SRK DP.
R. Jako honorowy prezes wciąż działasz. Jak to się stało, że znów zacząłeś szefować OTK i Marszowi dla Życia i Rodziny?
K. Życie wciąż mnie zaskakuje i stawia nowe zadania.
Przy Stefanie Swacie sprawowałem funkcję przewodniczącego Głównej Komisji Rewizyjnej. Z Kazimierzem Urbaniakiem i obecnym prezesem Witoldem Wybultem dzielę się już tylko doświadczeniem. A z Orszakiem Trzech Króli było tak… Kiedy zarząd w Płocku objęła Platforma Obywatelska, natychmiast pozbawiła mnie funkcji Pełnomocnika ds. Organizacji Pozarządowych. Aby godnie zakończyć moje urzędowanie, wybrałem się na wieczorną Eucharystię i przystąpiłem do spowiedzi. W ramach pokuty spowiednik polecił mi przeczytać jeden rozdział Pisma świętego i podjąć nad nim refleksję.
Gdy otworzyłem Biblię, nie mogłem uwierzyć własnym oczom. W rozdziale znalazłem zdanie: „od dziś już rządzić nie będziesz, ale masz nowe zadania”. Owe „nowe zadania” nie dawały mi spokoju, więc kiedy spotkałem się z Ks. Kazimierzem Kurkiem podzieliłem się z nim tym doświadczeniem. Wtedy Ks. Kurek podsunął mi myśl, by w Płocku zorganizować Orszak Trzech Króli. Po chwili refleksji przyjąłem ten pomysł do realizacji we współpracy ze Stowarzyszeniem i sprawdzonymi w działaniu przyjaciółmi. Krąg osób zaangażowanych w to dzieło szybko się poszerzał, a przedsięwzięcie już w pierwszym roku przerosło nasze oczekiwania. Drugi Orszak był jeszcze większy. Zgromadził ok. 10 tysięcy uczestników, w tym wiele szkól i instytucji. Widziałem, że Płock otwiera się na dawanie świadectwa przynależności do Boga i Kościoła. Pomyślałem, że otworzy się także na nowa inicjatywę – „Marsz dla Życia i Rodziny”, który zainaugurowaliśmy już w tym samym 2012 r. Udało się. Dzięki wsparciu wielu lokalnych instytucji, Ks. Biskupa, Prezydenta Miasta, Starosty i grona prywatnych osób przygotowałem łącznie pięć Orszaków i pięć Marszów.
W kolejnych już tylko uczestniczyłem. Niefortunnie złamałem nogę i pojawiły się komplikacje. Najwyższy chyba uznał, że przyszedł czas odpoczynku. Odpoczywam więc.
Od czasu do czasu uczestniczę w posiedzeniach Zarządu Głównego i dzielę się swoim doświadczeniem. Zadaniom patronują już młodsi wiekiem.
R. Za zaangażowanie, hart ducha i bezkompromisowość w realizacji Bożych planów. otrzymałeś ostatnio Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski. Dodam, że z inicjatywy Federacji Stowarzyszeń Rodzin Katolickich. To wielki wyraz uznania.
K. Tak, rzeczywiście ucieszyłem się tym dużym wyróżnieniem . Mobilizuje mnie ono do dalszych aktywnych działań na rzecz rodzin.
R. Życzę Ci przypływu witalnych sił i mocy z nieba, byś pomagał nam odkrywać nowe przestrzenie społecznej aktywności i pokłady dobra w ludzkich sercach. Dziękuję za wszystkie rozmowy i świadectwo dobrego życia. Do zobaczenia na obchodach Trzydziestolecia SRK.
K. Mój sukces, to sukces całego Stowarzyszenia. Z przyjemnością włączę się w obchody Jubileuszu SRK DP. Wierzę, że wciąż jest zdolne do nowych wyzwań i wzlotów. Tego też życzę Stowarzyszeniu i jego członkom.
Dziękuję za rozmowę.
.
.
